Ostróda. Minister docenił

May 7th, 2001

Minister kultury przyznał nagrodę Wiesławowi Skrobotowi, członkowi Stowarzyszenia Kulturowego ,Sasinia” w Ostródzie.

Minister Michał Ujazdowski wręczył nagrodę podczas obchodów Międzynarodowego Dnia Ochrony Zabytków, jakie odbyły się we Wrocławiu pod patronatem ministra kultury, generalnego konserwatora zabytków i prezydenta Wrocławia.

Wiesława Skrobota uhonorowano za najlepszą pracę studialną, naukową i popularyzatorską dotyczącą ochrony zabytków i muzealnictwa. Praca pn. ,Solniki pod Iławą – kreatywna funkcja wartości niematerialnych w ochronie leśnej przestrzeni kulturowej”.

Autor znany jest mieszkańcom Ostródy jako współzałożyciel Stowarzyszenia na Rzecz Powołania Muzeum regionalnego w Ostródzie oraz pełnomocnik ds. utworzenia muzeum. Dzięki jego staraniom niektóre zgromadzone eksponaty można do dziś oglądać w izbach muzealnych ostródzkiego zamku.

Jest on także członkiem Wspólnoty Kulturowej ,Borussia” oraz Ostródzkiego Stowarzyszenia ,Sasinia”. Zawsze chętnie pomaga młodym ludziom, którzy zajmują się historią Warmii i Mazur.

Autor artykułu: Wojciech Gudaczewski

Trzy pytania do Piotra Mastalerka, organizatora wyborów Mała Miss

May 7th, 2001

- Na czym polegają wybory Małej Miss?

- W tych wyborach biorą udział dziewczynki w wieku od 7 do 10 lat. Specjalne jury ocenia nie tylko urodę dzieci, ale także ich charakter. Liczy się dobre serce i pozytywne nastawienie do świata. Dla dzieci to dobra zabawa, ale i szkoła życia.

- Czy praca z dziećmi jest trudnym zadaniem?

- I tak i nie. Czasami bywa ciężko. Dzieci potrafią wleźć na głowę. Rodzice dobrze wiedzą o czym mówię. Na pewno jest to jednak wymagające zajęcie, są to bowiem bardzo wrażliwe istoty. Łatwo dzieci urazić czy zniechęcić. Ja mam już długoletnie doświadczenie w pracy z maluchami. Jestem instruktorem tańca.

- A jak długo organizujesz wybory Małej Miss?

- Od dwóch lat. Organizuję wybory w Iławie, Lubawie, Morągu i w Miłakowie. To był mój pomysł. Brakowało w małych miejscowościach tego typu imprez. Byli także sponsorzy zainteresowani promowaniem swoich produktów podczas takich imprez. Poza tym to naprawdę wdzięczne zajęcie. Nic nie jest w stanie zastąpić widoku uśmiechu na twarzy dziecka.

Autor artykułu: Arkadiusz Dzierżawski

Giżycko. Puchary i premie dla najlepszych

May 7th, 2001

Zakończone w sobotę zawody ,Wodny Patrol Roku – Olsztyn 2001″ zgromadziły na starcie 11 trzyosobowych ekip reprezentujących jednostki policyjne województwa warmińsko-mazurskiego. Rozgrywano je na obiektach w Giżycku. Drużynowa wygrała Iława, indywidualnie Sylwester Brzezicki z Elbląga.

Zmagania trwały trzy dni. Rozpoczęły je pisemnei testy ze znajomości prawa i przepisów o żegludze śródlądowej. Później na basenie przeprowadzono konkurencje pływackie i pokazy ratownicze, m. in. pływanie w umundurowaniu z pokonywaniem podwodnych przeszkód.

Celność oka sprawdzono na strzelnicy, ale najbardziej widowiskową konkurencję rozegrano na jeziorze Niegocin. Tutaj demonstrowano umiejętności w sterowaniu pontonem motorowym. Najwyższe trofeum – Puchar Komendanta Wojewódzkiego Policji w Olsztynie – zdobyła drużyna z Iławy w składzie: Tomasz Urbański, Maciej Licznerski i Bogdan Bieszczad, którymi dowodził komisarz Arkadiusz Kowal.

Drugie miejsce zdobyli policjanci z Elblaga, trzecie z Giżycka. W punktacji indywidualnej najlepszym okazał się Sylwester Brzezicki z Elbląga. Nagrody wręczał komendant wojewódzki mł. insp. Janusz Tkaczyk oraz giżyccy samorządowcy. Policjanci otrzymali nie tylko puchary, ale i premie pieniężne.

- Policjanci zapewniają porządek i bezpieczeństwo na wodach. Są wyszkoleni, ale dobrze jest kiedy mogą porównać swoje umiejętności. – powiedział nam na zakończenie imprezy komendant wojewódzki policji Janusz Tkaczyk. – Dzięki takim zawodom wymieniają doświadczenia.

Komendant podkreślał także konieczność współpracy z Wodnym Ochotniczym Pogotowiem Ratunkowym. Giżycka impreza stworzyła taką możliwość.

Autor artykułu: Sławomir Kędzierski

Ostróda. Złota Wieża zdobyta

May 7th, 2001

Szachiści Kormorana Ostróda wygrali 43. finał turnieju o Złotą Wieżę. Walka o drużynowe mistrzostwo Polski LZS trwała do samego końca.

Ostródzianie od początku upatrywani byli w gronie kandydatów do tytułu mistrzowskiego. Gospodarze prowadzili w klasyfikacji od pierwszej do ostatniej rundy. Gdy po pięciu meczach mieli przewagę 1,5 punktu nad kolejnym zespołem wydawało się, że spokojnie dowiozą pierwsze miejsce. Przewaga okazała się jednak niewystarczająca.

- Za dużo punktów straciliśmy w pierwszych pięciu rundach – mówi Aleksander Miśta, najlepszy zawodnik Kormorana. – Później zasiliła nas Angelika Maculewicz i wygrała w czterech kolejnych rundach.

Straty na dwóch pierwszych deskach sprawiły, że przed ostatnią rundą Kormoran i Juvena Hańcza Suwałki zrównały się punktami. Ostródzianie myśląc o turniejowym zwycięstwie w ostatnim pojedynku musieli wygrać przynajmniej w tym samym stosunku co zespół z Suwałk.

Po pierwszych dwóch partiach obie drużyny prowadziły 2: 0. Jednak Suwałki miały lepszą sytuację na dwóch pozostałych deskach. Ostatecznie Kormoran wygrał 3: 1, a Juvena odniosła zwycięstwo 2,5: 1,5. Dzięki temu puchar Złotej Wieży, czyli tytuł drużynowych mistrzów Polski pionu LZS, pierwszy raz w historii wywalczyli szachiści Kormorana.

Kormoran zagrał w składzie: Barbara Mazurkiewicz, Angelika Kolago, Aleksander Miśta, Marcin Kolago, Krzysztof Lisowski.

Autor artykułu: Marcin Tchórz

Szczytno. Sztandar, nominacje i medale

May 7th, 2001

Tegoroczne wojewódzkie obchody Dni Ochrony Przeciwpożarowej odbyły się w sobotę w Szczytnie. Połączono je z wręczeniem sztandaru szczycieńskiej jednostce, która obchodzi 55-lecie istnienia.

Święto rozpoczęła msza celebrowana w kościele p. w. Wniebowzięcie Najświętszej Marii Panny. Po mszy odbyła się uroczysta akademia, podczas której kilkudziesięciu strażaków dostało nominacje na wyższe stopnie. Wyróżniono kilkudziesięciu działaczy zasłużonych dla straży. Dyplomy i pamiątkowe medale otrzymało też kilku dziennikarzy, między innymi dziennikarze Gazety Olsztyńskiej: Cezary Stankiewicz, Krzysztof Berent.

- To właśnie dzięki wam straż pożarna cieszy się tak dużym zaufaniem w społeczeństwie – mówił wręczając nominacje i wyróżnienia Zbigniew Meres, Komendant Główny PSP szef Obrony Cywilnej Kraju.

Uroczystość nadania szczycieńskiej komendzie sztandaru odbyła się w centrum miasta na Placu Juranda. Gwoździe honorowe w drzewiec sztandaru wbili m. in.: Zbigniew Meres – Komendant Główny PSP, Marek Żyliński – wicewojewoda Warmińsko-Mazurski, ksiądz Jacek Jezierski – biskup warmińsko-mazurski oraz przedstawiciele samorządów powiatu szczycieńskiego.

- Dla każdej jednostki nadanie sztandaru jest nobilitacją – mówi Józef Zajączkiewicz, komendant Komendy Powiatowej PSP w Szczytnie. – To wyraz uznania społecznego za dotychczasową służbę.

Autor artykułu: Tomasz Mikita

Olsztyn. Niemożliwe stało się możliwe: Stomil – Legia 2: 1

May 7th, 2001

Stomil wygrywając w pięknym stylu z Legią udowodnił, że absolutnie nie zasługuje na spadek do drugiej ligi. Goście stracili już chyba szanse na zdobycie mistrzowskiego tytułu.

Bogata Legia przyjechała do biednego Stomilu jak po swoje. Warszawianie odbyli podróż do Olsztyna już w piątek po południu. Potem w olsztyńskim hotelu Novotel spokojnie przygotowywali się do meczu.

Po przyjeździe na stadion ani przez momemnt nie zdradzali cienia niepokoju o wynik, co ostatecznie potwierdziła decyzja trenera Dragomira Okuki, który w środku drugiej linii wystawił aż trzech ofensywynie usposobionych piłkarzy: Adama Majewskiego, Marka Citkę i Mariusza Piekarskiego.

- Myśleli chyba, że nam nastrzelają tyle bramek, co ostatnio w Wodzisławiu. Pomylili się – mówił po meczu uśmiechnięty stoper Stomilu Tomasz Lenart, który wzorowo kierował olsztyńską obroną.

Mecz zaczął się od groźnej sytuacji pod bramką Legii – w 8 min Rafał Szwed dośrodkował z rzutu rożnego na długi słupek, a tam do piłki minimalnie spóźnili się Marek Kwiatkowski i Edward Cecot. Kilka minut później znakomitą okazję do strzelenia gola mieli legioniści, a konkretnie Marcin Mięciel, który na linii pola karnego otrzymał piłkę od Wojciecha Kowalczyka i potężnie strzelił.

Wydawało się, że piłka musi trafić do siatki, ale w odpowiednim miejscu znalazł się Andrzej Krzyształowicz, który jeszcze długo po interwencji tulił piłkę do siebie, jakby chciał jej podziękować, że nie przeleciała mu za plecy. W 14 min Stomil wprawił w euforię ponad ośmiotysięczną publiczność, efektownie prezentującej się w niebieskich czapeczkach biskupieckiego Styropolu.

Całą akcję rozpoczął z prawej strony Paweł Holc, który przy bocznej linii ograł Pawła Wojtalę i dokładnie zacentrował w pole karne. Tam Tomasz Jarzębowski nie sięgnął piłki, opanował ją Piotr Matys, ale widząc nadbiegającego Krzysztofa Kowalczyka przytomnie zostawił mu piłkę. Pomocnik Stomilu potężnie uderzył, piłka przeleciała między nogami Zbigniewa Robakiewicza i na tablicy pojawił się wynik 1: 0 dla Stomilu.

Do końca pierwszej połowy legioniści nie mogli się otrząsnąć z szoku. Jedynym, który zagrażał bramce Stomilu był w tym czasie Citko, który dwa razy łatwo ograł obronę Stomilu; za pierwszym razem trafił w boczną siatkę, przy kolejnej akcji legionisty znakomicie spisał się Krzyształowicz broniąc uderzenie z ostrego kąta.

Stomil grał w tym czasie niezwykle zdyscyplinowanie – Holc absorbował obrońców Legii, którzy nie mogąc sobie z nim poradzić często go faulowali, Łukasz Kościuczuk dosłownie nie pozwalał kopnąć piłki Mariuszowi Piekarskiemu, a obaj kryjący obrońcy Stomilu: Andrzej Biedrzycki i Artur Januszewski skutecznie obrzydzali życie Wojciechowi Kowalczykowi i Marcinowi Mięcielowi.

Olsztynianie nie zadowalali się tylko przeszkadzaniem Legii, dwa razy byli blisko zdobycia kolejnych bramek. Przy pierwszej akcji (w 32 min) Kowalczyk obsłużył doskonałym podaniem Matysa, ale ten wpadając w pole karne niezbyt dokładnie przyjął piłkę i obrońcy Legii zażegnali niebezpieczeństwo. Z kolei w 45 min gości od utraty gola uratowała poprzeczka – dośrodkowywał Kowalczyk, a głową strzelał Cecot.

W przerwie pomieszczenie dla VIP-ów pod krytą trybuną Stomilu było zatłoczone bardziej niż zwykle. Rzecznik prasowy Styropolu Aneta Szpaderska przekonywała reportera gazety, że nie ma powodów do obaw. – Jestem na meczu pierwszy raz i wiem, że nasze czapeczki przyniosą Stomilowi szczęście – stwierdziła stanowczo.

Kiedy po kwadransie drugiej części meczu Cezary Kucharski po dośrodkowaniu Citki z rzutu wolnego pokonał głową Krzyształowicza, to wielu kibiców na stadionie zwątpiło chyba w pomyśne zakończenie spotkania. Tymczasem po raz kolejny znakomitymi decyzjami personalnymi błysnął trener Stomilu Zbigniew Kieżun.

Do pilnowania Kucharskiego delegował w zastępstwie zmęczonego Andrzeja Biedrzyckiego (wcześniej ogromnie się napracował przy Mięcielu i Kucharskim) Sławomira Święckiego, a za Piotra Matysa wprowadził nigeryjskiego napastnika Abela Salamiego. Ta druga zmiana okazała się być przysłowiowym strzałem w dziesiątkę – Salami minutę po wejściu na boisko odebrał piłkę Citce, potem ograł Jarzębowskiego i zagrał do Cecota.

Pomocnik Stomilu popędził w pole karne Legii, tam został powalony na murawę przez Jacka Magierę, ale jako że piłka trafiła pod nogi Holca, sędzia nie przerwał gry. Kapitan Stomilu popchnął sobie piłkę lekko na prawo i pięknym strzałem w okienko pokonał Robakiewicza. Końcówkę spotkania większość kibiców obejrzała już na stojąco.

W 85 min widzowie mogli zobaczyć kolejną świetną akcję Stomilu, przy której szybkością sprintera błysnął Cecot, który w końcowej fazie akcji odegrał piłkę do Salamiego. Ten miał idealną okazję do pokonania Robakiewicza, ale bardzo dobry bramkarz Legii wyczuł intencje strzelca i zdołał odbić nogą jego strzał.

Autor artykułu: Zbigniew Szymula

Olsztyn. Schola Teatru Wiejskiego ,Węgajty”

May 7th, 2001

W kościele parafialnym we Wrzesinie, w niedzielę 6 maja, odbyła się prezentacja Missa Aurea – dramatu liturgicznego Ordo Annuntiatione, na podstawie rękopisu Cividale z Padwy (XIV wiek) oraz pieśni pielgrzymów z Llibre Vermell (rękopis Montserrat, Katalonia, XIV wiek), podczas IX Mszy gregoriańskiej In festis Beate Mariae Virginis.

Jego wykonawcą była Schola Teatru Wiejskiego Węgajty z udziałem Zespołu Śpiewaczego ,Jarzębina” z Kocudzy i zespołów dziecięcych: Mała Schola z Wrzesiny, Canzonetta z Dobrego Miasta, Wisienki z Kocudzy i Scholi dziecięcej z Tyńca.

Maryjna msza, oparta na IX mszy gregoriańskiej z pieśniami pielgrzymów z katalońskiego zbioru Llibre Vermell była dotychczas śpiewana przez Scholę i zaproszone zespoły trzykrotnie: na święto Matki Boskiej Różańcowej we Wrzesinie (w roku 1999), w Jonkowie i Sanktuarium w Gietrzwałdzie (rok ubiegły).

Teraz Schola Teatru Wiejskiego ,Węgajty” włączyła do niej dramat liturgiczny Ordo Annuntiatione, czyli ,Gra o Zwiastowaniu”, który po raz pierwszy był pokazany w Tyńcu 3 maja. Idąc za późnośredniowiecznymi źródłami całość została nazwana Missa Aurea – Złotą Mszą. Bezpośrednio po prezentacji w Tyńcu cały zespół Missa Aurea (60-osobowy chór dzieci i dorosłych) przeniósł swe przedstawienie do Wrzesiny.

Wielokrotnie wspominałem o niezwykłych dokonaniach Scholi ,Węgajt” w dziedzinie praaktykowaniu chorału gregoriańskiego i konfrontowania go z żywą tradycją śpiewu sakralnego. Jest to jeden ze sposobów sięgania do korzeni liturgiki, praktyk religijnych, korzeni wiary. Znajduje on ostatnio coraz szerszy krąg zwolenników.

Jednym z powodów wydaje się być znajdowanie odpowiedzi na wciąż nurtujące człowieka pytania o istotę Boga, sens człowieczeństwa, relację człowieka do Boga. Nie bez znaczenia są przy tym względy estetyczno-artystyczne, jakie powodowały autorami sprzed stuleci. Odkrywanie ich w świecie zlaicyzowanym, rozhisteryzowanym, w okolicznościach pojmowania wolności jako swawoli, staje się wyzwaniem dla intelektu.

W ostatnim dniu maja po raz ostatni tej wiosny można będzie posłuchać maryjnej mszy i zobaczyć dramat liturgiczny w Bazylice Dobromiejskiej.

Autor artykułu: Krzysztof Panasik

Olsztyn. Sezon z pomostu ogłoszony

May 7th, 2001

Wczoraj na Plaży Miejskiej odbyła się inauguracja sezonu turystycznego. Było piwo, kiełbaski, gry i konkursy oraz mecz pomiędzy samorządowcami.

Otwarcie sezonu uroczyście ogłosił z pomostu marszałek Andrzej Ryński. Żeglarze ze wszystkich przystani jeziora Ukiel podpłynęli jachtami pod Plażę Miejską.

- Na szczęście nie pada deszcz. Trzy dni się o to modliłem – cieszył się Leszek Dublaszewski z Ośrodka Sportu i Rekreacji, organizator imprezy.

Impreza przebiegała w atmosferze pikniku. Bawiącym się przygrywały zespoły Horpyna i Kapela Jakubowa. W roli konferansjera wystąpiła Bożena Przyborowska z Biura Prasowego Komendy Wojewódzkiej Policji. W przerwach występów prowadziła konkursy dla dzieci, m. in. w konkurencji najgłośniejszy krzyk. Był też darmowy bigos i grochówka.

O 16 rozpoczął się mecz piłki nożnej pomiędzy Urzędem Miasta i Urzędem Marszałkowskim. Wygrały władze Olsztyna 4: 2. Na boisku prym wiódł prezydent Janusz Cichoń, który strzelił 2 bramki.

- A jestem najstarszy w drużynie – chwalił się po zejściu z boiska.
W drugiej drużynie najaktywniejszy okazał się Janusz Smoliński, dyrektor gabinetu marszałka. Strzelił bramkę z rzutu karnego. Obie drużyny dostały pamiątkowe puchary.

Autor artykułu: Ewa Sierocińska

Nidzica. Kominiarska rodzina

May 5th, 2001

Z panoramy regionu znikają kotłownie węglowe. To oznaka postępu. Ale z postępem idą również kominiarze, o czym się przekonaliśmy się, goszcząc w przededniu świętego Floriana u kominiarskiej rodziny Stefana i Stanisławy Szmitów z Nidzicy.

Kominiarzami są Stefan Szmit i jego syn Adam. A pani Stanisława?

- Ona nas wspiera praniem – mówi pan Stanisław. – Prowadzi księgowość naszego kominiarskiego zakładu.

Pani Stanisława pokazuje nam cylindry męża, dwa robocze i jeden galowy, z godłem monarchii austro-węgierskiej. Wszystkie trzy są wyściełane miękkim aksamitem.

- Tradycja noszenia cylindrów kominiarskich narodziła się w Anglii, sięga drugiej połowy XVIII wieku – mówi pan Stefan. – Któregoś dnia na dworze królewskim w obecności władcy jakiś wielmoża nie zdjął cylindra. Król zerwał mu to nakrycie i nasadził na głowę człowieka niższego stanu, którym okazał się kominiarz.

Ale cylinder to nie tylko tradycja. Zabezpiecza głowę na dachu od słońca.

Stefan Szmit pochodzi z Lidzbarka Welskiego, gdzie po wojnie mieszkało ze dwudziestu kominiarzy. Kominiarzem został przypadkowo. Do tej profesji namówił go kolega z olsztyńskiej spółdzielni kominiarskiej.

- Jeżeli nie masz lęku wysokości, przychodź do nas – powiedział.
Aby zostać kominiarzem, trzeba mieć również dobrą sprawność fizyczną.
Pan Stefan przeszedł stosowne badania i zapisał się na kurs.

Jedno z zadań praktycznych obejmowało wejście się na wysoki komin od wewnątrz. Trochę się tego obawiał. Teraz to dla niego fraszka. Wdrapywał się nawet na komin o wysokości 55 metrów.

Kominy kotłowni na węgiel trzeba czyścić cztery razy do roku, gazowe dwa razy. Wentylacje przynajmniej raz na 12 miesięcy. Pracy jest dużo. W dodatku zdarzają się tak zwane nagłe wezwania, na przykład ściąganie kota z dachu. Starsza pani, której czyścił komin, poprosiła: jak pan już jest na dachu, to proszę poprawić tę dachówkę, bo po ścianach woda cieknie. I kominiarz poprawia.

Niekiedy pan Stanisław wzywany jest jako ekspert po zapaleniu się sadzy w kominie. Najwięcej takich wypadków zdarza się na wsi, kiedy ludzie palą w piecu węglowym trocinami albo wrzucają tam szmaty.

Podstawowe narzędzia kominiarskie nie zmieniają się od lat. Sznur, ważąca dwa kilogramy kula ze szczotką, przepychacze. Ale i w tej dziedzinie można zauważyć ogromny postęp. Niektóre firmy kominiarskie kupują drogie kamery. Na ekranie wnętrze komina widać jak na dłoni.

- Nas na to nie stać – mówi pani Stanisława. – Ale kupiliśmy tzw. ciągomierz, urządzenie, które wskazuje, czy w środku dobrze ,ciągnie”.

Kominiarz, jak wiadomo, przynosi szczęście. Ale nie wystarczy potrzymać go za guzik, trzeba w tym samym czasie zobaczyć mężczyznę w okularach.

- Mąż przychodzi do domu i pokazuje następny ukręcony guzik. Ile już mu ich przyszyłam? Setki – wzdycha pani Stanisława.

Guziki w roboczym ubraniu są zwyczajnie, ale na stopce metalowej.

- Próbowałam przyszywać plastikowe, ale pod wpływem gorąca się topiły.
Kominiarski strój jest wiecznie zabrudzony. Czasem wystarczy po pracy strzepnąć sadze szczotką, ale pranie w domu kominiarza trzeba robić znacznie częściej.

Kominiarza można rozpoznać nawet w cywilu. Wszyscy porozumiewają się gwizdem. Dwa łączone ze sobą dźwięki o różnym natężeniu.

Kominiarze, podobnie jak strażacy, obchodzą swoje święto na Floriana.

- Kiedy mąż jest na dachu, czasem wzdycham do świętego. Na wszelki wypadek, bo Stefan radzi sobie w każdej sytuacji – mówi żona kominiarza.

Autor artykułu: Władysław Katarzyński

Trzy pytania do brygadiera Grzegorza Kniefela, komendanta wojewódzkiego Państwowej Straży Pożarnej w Olsztynie

May 5th, 2001

- W sobotę w Szczytnie odbędą się wojewódzkie obchody Dnia Strażaka. Czego można życzyć warmińsko-mazurskim strażakom?

- Jak najlepszego wyposażenia, wtedy wszystkie umiejętności strażaków będą efektywnie wykorzystane. Strażakom można też życzyć dobrych uposażeń za ich pracę. Muszę przyznać, że trochę już drgnęło. Tegoroczny wzrost płac strażaków zawodowych można nazwać znacznym.

- Badania opinii publicznej wskazują, że cieszycie się największym zaufaniem i akceptacją wśród wszystkich służb i instytucji. Skąd ten prestiż zawodu strażaka?

- Myślę, że powodem jest fakt, że wszędzie nas widać. Strażacy nie tylko gaszą pożary. Uczestniczymy np. w ratowaniu ofiar wypadków na drogach, usuwaniu skutków klęsk żywiołowych i ekologicznych, ratowaniu życia na wodzie, akcjach poszukiwawczych, a nawet w zdejmowaniu kotów z drzew. W 2000 r. w całym województwie uczestniczyliśmy w ponad 13 tys. akcjach. Blisko połowa to zdarzenia inne, niż pożary. W naszym regionie pracuje 1202 strażaków zawodowych i ponad 15 tys. ochotników.

- Strażacy muszą zdobywać ciągle nowe umiejętnościÉ

- Muszą być wszechstronnie wyszkoleni. Oprócz siły i sprawności fizycznej muszą umieć obsłużyć coraz bardziej skomplikowany sprzęt. Od niedawna jesteśmy zobowiązani do udzielania pomocy medycznej. To dodatkowe umiejętności, które musieli zdobyć nasi strażacy.

Autor artykułu: Krzysztof Berent